Shop Mobile More Submit  Join Login
About Photography / Hobbyist Beata- or Beciak.Female/Poland Recent Activity
Deviant for 3 Years
Needs Core Membership
Statistics 179 Deviations 666 Comments 4,309 Pageviews

Newest Deviations

Favourites

Groups

Activity


Zgodziłam się wziąć na swoje barki niewyobrażalnie wielki ciężar. Zrobiłam to dobrowolnie, bez słowa skargi czy sprzeciwu. Przecież służba była moim życiem od dnia narodzin- urodzona na stacji kosmicznej, gdzie matka była dowódcą. Wychowana na stacjach, gdzie rodzice wykonywali misje. I potem, natychmiast po przekroczeniu pełnoletniości podjęłam własną służbę.  Czy zrobiłam to, bo tylko takie życie znałam? Czy faktycznie był to mój świadomy wybór?  Czy postąpiłabym tak samo wiedząc, jaki los mnie czeka?
Nigdy dotychczas nie odpowiedziałam przecząco na to pytanie- ani po Skylliańskim Blitzu, ani podczas morderczego szkolenia N7, ani podczas piekła rozpętanego przez zbliżającą się zagładę, ani ginąć za swoją załogę.  Co więc stało się tym razem, że po raz pierwszy żałowałam miejsca, do którego doprowadziła mnie ścieżka mojego życia?
Wiele śmierci już widziałam. Wiele razy doświadczyłam bólu straty czy poczucia winy ocalałej. Ale jeszcze nigdy czas nie zatrzymał się, aby szyderczo napawać moim przerażeniem- niczym niesforne dziecko szczerzy ząbki do poirytowanego opiekuna, tak czas stanął w miejscu, aby napawać się wygraną nade mną.

***

Bezwładne, nieruchome ciało mężczyzny leżało zaledwie dwa metry ode mnie. Dokładnie za roztrzaskanym ciałem maszyny, której rdzeń zniszczyły moje pociski rozszarpujące. Nie zmieniało to jednak okrutnej prawdy, że były to zarazem najdłuższe i najkrótsze dwa metry, jakie musiałam pokonać w życiu.
Wszystkie wskaźniki mojego hełmu pokazywały zerowe oznaki aktywności, gdy mierzyły funkcje życiowe mężczyzny. Nawet jedna linia nie zakrzywiała się w tak dobrze znane wzory. Mierniki cyfrowe uparcie wskazywały rzędy zer, podkreślając grozę sytuacji.


Kocham cię za bardzo, żeby cię stracić…


- Shepard!- Jakimś cudem do mojego otępiałego umysłu dotarł głos Jokera- Musimy uciekać, natychmiast! Chyba, że chcesz walczyć ze Żniwiarzami teraz!
Zarejestrowałam nieprzyjemnie niskie, wibrujące dźwięki jakie maszyny wydawały, wchodząc w atmosferę planety. Czegokolwiek bym nie robiła, gdziekolwiek bym się nie znalazłam, Żniwiarze byli tylko o krok za mną...
Zmusiłam się do działania. Odepchnęłam od siebie niechciane myśli i przerażenie, które z taką siłą mnie sparaliżowało.
Chociaż jakaś pierwotna cześć mnie miała ochotę dopaść ciała Kaidana i po prostu się rozpłakać.
Shepard. Komandor Shepard.
- Vega, zabierz Kaidana!
Sama zaś dopadłam do ciała maszyny i zarzuciłam je sobie na ramię. Upewniłam się, że porucznik wykonuje moje polecenie i odwróciłam się, aby za Liarą wejść po otwartym luku hangaru na fregatę.  Tam doskoczyło do nas kilka osób z załogi- ktoś odebrał ode mnie maszynę, dwie osoby przybiegły z noszami, na których Vega położył Kaidana. Odepchnęłam mężczyzn, którzy chcieli pomóc i klękając przy nim wprawnymi ruchami zerwałam potrzaskany hełm z jego głowy.
- Zabierzmy go do ambulatorium- usłyszałam głos Liary gdzieś za plecami, gdy ściągałam rękawice, aby sprawdzić jego obrażenia. Przycisnęłam drżące place do odpowiedniego miejsca na jego szyi. Lustrowałam jego posiniaczoną, zakrwawioną twarz zastanawiając się, jak bardzo zmieniło się ciśnienie w hełmie i jakie nieodwracalne obrażenia mogło to wywołać w mózgu...
Niemal odetchnęłam z ulgą, gdy poczułam pod opuszkami delikatne pulsowanie.
- Natychmiast do ambulatorium- rozkazałam czekającym w pogotowiu żołnierzom, wstając. Dopiero teraz zdjęłam własny hełm, ciskając nim o podłogę w ślad za rękawicami- Tę maszynę również- wskazałam na pogruchotanego syntetyka- Joker, kurs na Cytadelę!
- Tak jest!
ME3 - Wybory II (WIP)
Druga część Wyborów. Wyjątkowo krótka, ale bez niej nie mogę przejść dalej.
Zatem... będzie w wersji WIP. Mam nadzieję, że nadejdzie dzień, kiedy zaprowadzę z nią porządek, a tymczasem...
Tadam! :)

Poprzednia część:eamycross.deviantart.com/art/M…

Większosć świata i postaci należy do BioWare.
Loading...
(...)
"Są takie noce
od innych ciemniejsze,
kiedy się wolno rozpłakać,
wolno powtarzać słowa najświętsze,
mówić o wróżbach i znakach"
(...)
    Którą to już godzinę, który dzień siedziała na tym krześle, wpatrując się w pustkę? Już dawno straciła poczucie czasu... choć jednocześnie była go boleśnie świadoma. Ot, paradoks rzeczywistości- choć życie w tym miejscu toczyło się swoimi spokojnymi torami i nie trzeba było zerkać na wskazówki zegarka przesuwające się po jego tarczy, to jednocześnie była boleśnie świadoma tego, iż marnotrawi czas. Nie nawykła do takiej ilości ciszy, spokoju i braku obowiązków, czuła się z tym nieswojo. Gdzie znajomy pęd, znajome zamieszanie i ogrom spraw, które trzeba załatwić? Gdzie znajomy chaos, uporządkowujący życie?
Była zagubiona w tak dobrze sobie znanym miejscu...
Miarowy stukot klawiszy komputera, który wywoływała druga dziewczyna znajdująca się w pomieszczeniu był jedynym towarzystwem w panującej ciszy. Tak znajomej i obcej zarazem; uspokajającej, ale i przywołującej najczarniejsze myśli. Jak uciec od problemów i niechcianych wizji, jak uwolnić się od mrocznych zakamarków własnej głowy?
    Choć początkowo nie zdawała sobie sprawy, jej twarz zaczął rozjaśniać nikły uśmiech. Kąciki malinowych ust stopniowo zaczęły unosić się ku górze i dopiero lekki skurcz jednego z policzków uświadomił jej, jak nagła zmiana zaszła w niej samej. Zaledwie ułamek sekundy później uzmysłowiła sobie, co się zmieniło w otoczeniu.
    Dźwięk grającego instrumentu. Tak dobrze znany i ukochany, choć słyszany zawsze tylko w tłumie innych instrumentów- wysokie, przyjemne dźwięki strun gładzonych smyczkiem.
Poderwała się, odstawiając niemal pusty kubek po herbacie, którym próbowała ogrzać dłonie. Wyszła z pomieszczenia bez słowa, w szarość pochmurnego dnia. To też było zarazem przekleństwem jak i błogosławieństwem tego miejsca- nikomu nie trzeba było się tłumaczyć. Przychodzisz- to dobrze. Wychodzisz- również dobrze. Masz swoje sprawy- świetnie. Byle nie zawracać nimi głowy nikomu innemu...
    Nie zastanawiała się nad tym co robi, instynktownie skierowała się do miejsca, skąd dochodziła muzyka. Dopiero gdy zobaczyła budynek do którego zmierzała, myśli dogoniły czyny. Wiedziała kto gra i dlaczego.  Wiedziała, że może nie życzyć sobie widowni- sama przecież nie lubiła, gdy ktoś zerkał jej przez ramię, gdy się nad czymś skupiała. Ale z drugiej strony... Jeśli nie będzie sobie życzył, żeby go obserwować , na pewno od razu poprosi ją o wyjście. Jeśli zaś jest tak skupiony na ćwiczeniach, że nie dostrzega otaczającego świata, to może chociaż przez chwilę będzie mogła posłuchać i popatrzeć na Niego. Tylko chwilkę...
Jeśli drzwi będą zamknięte, to wrócę na swoje krzesło.
Nie były. Podeszła więc ostrożnie, zerkając do środka. Jej wzrok natychmiast powędrował w głąb pomieszczenia, skąd dochodziła muzyka. Odetchnęła, uśmiechając się odrobinę szerzej. Stał niemal w samym kącie, zwrócony plecami do niej. Całą swoją uwagę skupiał na instrumencie trzymanym w dłoniach, oraz kartkach z nutami, starannie rozłożonymi przed Nim na prowizorycznym stojaku.
Kątem oka dostrzegła, że przy drzwiach siedzi jego przyjaciel, również zasłuchany w dźwięki skrzypiec, więc podeszła i usiadła obok, nie odrywając wzroku od muzyka. W jednej sekundzie wszystkie niechciane myśli i problemy zostały za drzwiami budynku, uwalniając ją od tego nieznośnego ciężaru, jakim były. Poczuła się lekka, wolna i w końcu na właściwym miejscu.
Niewielka zmiana w granej przez Niego melodii spowodowała że, tak jak On całkowicie skupiał się na swojej grze, tak ona skupiła całą swoją uwagę na Nim. Choć niewiele wyższy od niej, nagle urósł o kilka centymetrów; Jego mocno zarysowane ramiona i silne dłonie nagle nabrały miękkości i delikatności, gdy trzymał w nich skrzypce i smyczek; postawa tak zawsze wyprostowana i sztywna uległa czarowi muzyki, wprowadzając Go w trans lekkich podrygów i kołysań; plecy zawsze lekko przygarbione tym razem wyprostował, choć chyba zupełnie nieświadomie. Żałowała, że nie widzi wyrazu Jego twarzy, bo choć przecież dobrze znała Jego wygląd miała świadomość, jak inaczej musi wyglądać teraz- jeszcze dojrzalej, jeszcze inteligentniej, jeszcze przyjaźniej, a zarazem delikatniej i poważniej.
Przymknęła oczy, aby wyostrzyć słuch na melodię skrzypiec, po raz pierwszy słyszaną bez akompaniamentu innych instrumentów. Nie odważyła się jednak zamknąć ich całkowicie, aby nie stracić ani jednej zmiany, jaka zachodziła w Jego zachowaniu, gdy grał. Dzięki temu dostrzegała każdy szczegół, nawet ten najmniejszy. Wyłapała lekki skurcz ramienia, gdy wydobył z instrumentu nie ten dźwięk; dostrzegła napięcie mięśni karku, gdy przeszedł do trudniejszego fragmentu. Zachichotała cicho, gdy przerwał na moment, aby przełożyć kartkę i nim na powrót przyłożył smyczek do strun wywinął nim młynka w powietrzu, wykonując zgrabny obrót nadgarstkiem. Ile razy ona sama tak robiła w chwilach głębokiego skupienia? Ile razy potem musiała rozmasowywać sobie nadgarstek, gdy coś w nim nieprzyjemnie chrupnęło? Setki na pewno, może tysiące...
Zapragnęła podejść bliżej, stanąć zaraz za nim, żeby móc widzieć dokładniej jak pracują Jego dłonie. Aby z bliska móc podziwiać ten taniec mięśni dopasowany do muzyki, którą czarował. Aby móc obserwować emocje grające na Jego twarzy. Żeby móc przekonać się, czy czerpię z tego choć ułamek tej przyjemności i radości, którą ona czuła teraz w sobie. Zabrakło jej jednak odwagi, bała się zburzyć tę aurę skupienia, jaka Go otaczała.
Została na swoim miejscu jeszcze długo po tym, gdy odkrył swoją powiększająca się publikę. Choć widziała wszystkie oznaki napięcia jakie Mu zaczęły towarzyszyć; choć dosłyszała różnicę w jego grze, gdy uświadomił sobie, że jest obserwowany, jakiś element życia wskoczył na powrót na swoje miejsce. I choć do wierzy spokoju i beztroski w której się przez moment znalazła wkradł się codzienny chaos wprowadzony przez innych ludzi, którzy zakłócili Jego ćwiczenia- to nie miało znaczenia.
    Poczuła impuls, nakazujący jej wstać i podejść do Niego, przytulić się na chwilę w niemym wyrazie wdzięczności za te pozytywne emocje, które poczuła dzięki Jego grze. Zabrakło jej jednak odwagi. Była obcą osobą w Jego świecie, kolejnym intruzem, który zakłócił Jego czas. Walczyła więc ze sobą przez chwilę, bo niesforna strona jej natury nakazywała poddać się tej nagłej potrzebie; ta opanowała zaś podpowiadała, jak niestosownie mogłoby zostać odebrane tak poufałe zachowanie.
    Jednak gdy na dobre odłożył instrument i zajął się ludźmi, którzy przyszli, oderwała w końcu od Niego wzrok, nakazał swojej buntowniczej naturze siedzieć cicho, i wyszła z budynku równie cicho jak do niego weszła.
Impulsy.
Tekst jest mocno osobisty.
Powinien coś wyjaśniać. A może tylko bardziej gmatwa?
Z dedykacją dla A.
Loading...
(...)
"Są takie noce
od innych ciemniejsze,
kiedy się wolno rozpłakać,
wolno powtarzać słowa najświętsze,
mówić o wróżbach i znakach"
(...)

deviantID

EamyCross's Profile Picture
EamyCross
Beata- or Beciak.
Artist | Hobbyist | Photography
Poland
Niepoprawna marzycielka, twardo stąpająca po ziemi. Egoistyczna egocentryczka, otwarta na potrzeby innych. Rasowa moralistka, dla której dobra materialne mają najmniejszą wartość. Wycięta z kontekstu własnego życia. Do mnie trzeba przywyknąć, ale ludziom zwykle brakuje cierpliwości.
Interests

AdCast - Ads from the Community

Comments


Add a Comment:
 
:iconvinghen:
Vinghen Featured By Owner Mar 16, 2014   Traditional Artist
Jeso, a ja nawet za watcha nie podziękowałam! :O Mea culpa, mea culpa wielka! :bow: :glomp: 
Reply
:iconeamycross:
EamyCross Featured By Owner Mar 16, 2014  Hobbyist Photographer
Ależ niezamaco! :D
Reply
:iconvinghen:
Vinghen Featured By Owner Mar 16, 2014   Traditional Artist
:glomp: :D :D
Reply
:iconvulpenkreutz:
VulpenKreutz Featured By Owner Sep 15, 2013
"... Co dzień miodzie 
Tym mi smakujesz słodziej!
Szczodrością moich dni,
Dziękuję Ci!"

Merci:)
Reply
:iconeamycross:
EamyCross Featured By Owner Sep 15, 2013  Hobbyist Photographer
O, a ten cytat z czego?

Niezamaco ;)
Reply
:iconvulpenkreutz:
VulpenKreutz Featured By Owner Sep 15, 2013
"Jan Kochanowski" Jacka Kaczmarskiego:*
Reply
:iconeamycross:
EamyCross Featured By Owner Sep 15, 2013  Hobbyist Photographer
Mhm...
Reply
:iconavarati-elvo:
Avarati-Elvo Featured By Owner Jul 4, 2013  Student Writer
Nowy rozdział o Saszku!
Reply
:iconmart120:
MArt120 Featured By Owner May 8, 2013  Student Traditional Artist
Dzięki za :+devwatch: <3
Reply
:iconeamycross:
EamyCross Featured By Owner May 8, 2013  Hobbyist Photographer
Niezamaco ;)
Reply
Add a Comment: