Shop Mobile More Submit  Join Login
About Photography / Hobbyist Beata- or Beciak.Female/Poland Recent Activity
Deviant for 3 Years
Needs Core Membership
Statistics 187 Deviations 700 Comments 5,092 Pageviews
×

Favourites

Groups

Activity


„Kalahiro, serce tej istoty jest czyste, lecz zmaga się z niegodziwością i występkiem.”

Pierwszy raz od wielu lat marzyłam tylko o jednym- aby w końcu móc odpocząć. Aby w ciszy kajuty zdjąć z siebie ciężki pancerz i móc zasnąć. Na długie godziny, wypełnione błogą nieświadomością. Żeby nie czuć szczypania oczu. Guli w gardle, która oznaczała jedno. Aby zapomnieć o tym, że ból, który odczuwam świadczy o tym, że zawiodłam. Że znowu straciłam.

***

„Siha,
Piszę to z ciężkim sercem, bo wiem, że przeczytasz ten list, kiedy ja nie będę już mógł podzielić się z Tobą moimi myślami. Umieram Siha. Mogę żywić nadzieję, że ze względu na różnice miedzy naszymi gatunkami czas będzie dla Ciebie lekarstwem, a ból po moim odejściu zmieni się w niewyraźne wspomnienia, które dla drella na zawsze zachowałyby niezmąconą ostrość.
Jednak egoizm nie pozwala mi opuścić tego świata nie zostawiwszy cząstki siebie, która nigdy nie zniknie.”


   Jak wszystko mogło się tak bardzo skomplikować? Jak to się stało, że pomimo wysiłków, jakie wkładałam w ocalenie bliskich mi osób zaczynałam tracić ich coraz więcej? Czy wykorzystałam swój limit szczęścia na przestrzeni ostatnich trzech lat? Czy było jakieś prawo, które mówiło ilu moich ludzi, ilu przyjaciół musi zginąć, nim będę mogła pokonać Żniwiarzy? A może była to kara za zostawienie Andersona na Ziemi? Czy los chciał mi w ten sposób dać do zrozumienia, że podążam złą droga i mam obrać inny kierunek? Dlaczego musieli przy tymi ginąć dobrzy ludzie? Tacy, którzy zasługiwali na to, aby przetrwać tę wojnę i móc potem spokojnie żyć…
   Weszłam na pokład obserwacyjny trzeciego poziomu statku. Otaksowałam wzrokiem barek, wypełniony po brzegi różnorakimi alkoholami.

„Już kiedyś pogodziłem się ze swoim losem. Byłem jedynie skorupą, która czekała na śmierć.”

   Wiedząc, że żaden z trunków nie wywoła takiego efektu, jakiego oczekiwałam, sięgnęłam losowo po dwie butelki. Jedną pękatą, wypełnioną złotawym mętnym płynem i drugą, stojącą na zupełnie innej półce, mieniącą się lekko bladoróżowym blaskiem znajdującego się w niej alkoholu. Nie patrząc na etykiety postawiłam je na blacie baru i sięgnęłam po szklankę. Napełniłam ją do polowy pierwszym płynem, a potem drugim dopełniłam wysokie naczynie.

„Oczekiwanie na szybki koniec rozwiało się, gdy dołączyłem do walki za Twoją sprawę. Przebudziłaś mnie, Shepard. Moje zmęczone serce zaczęło bić szybciej, by pozostać przy Twoim boku i za wszelką cenę Cię ochraniać.”

   Powstała w ten sposób mieszanka nie tylko wyglądała odpychająco, ale także miała gryzący, ostry zapach. Przytknęłam szklankę do ust i zaczęłam pić.
Gorzki, palący smak alkoholu złamany był jakąś słodkawą, lekko mdłą nutą. Nie łagodziła ona jednak uczucia pieczenia, które natychmiast rozpaliło mój przełyk, szczypiąc i szarpiąc wnętrzności. Choć organizm w pierwszym odruchu chciał pozbyć się trucizny, ale nie dopuściłam do tego. Powstrzymałam odruch odkrztuszenia,  zaciskając oczy, w których poczułam wilgoć. Zmusiłam się do dalszego przełykania alkoholu. Łyk po łyku- każdą obrzydliwą odrobinę trucizny, która miała przynieść ukojenie.

„Byłem szczęśliwy, mogąc po prostu patrzeć, korzystać z pozostałego mi czasu i dziękować. Za to, że mogę przeżyć moje ostatnie dni z nadzieją i pewnością, że zasługuję na więcej, niż moja zimna izolacja- tylko dlatego, że Ty wierzyłaś.”

   Gdy połknęłam ostatni łyk tego świństwa, wcale nie poczułam się lepiej.  Czułam ogień, żywe płomienie, które miały strawić mnie od środka. Mrowienie ciała, zupełnie jakbym nie wypiła tego alkoholu, tylko zażyła w nim kąpieli. Lekko szczypiący, nieprzyjemny dreszcz paraliżował wargi i język, które miały najdłużej kontakt z tą, stworzoną przeze mnie, mieszanką.
- EDI- zwróciłam się do SI, siadając na jednym z krzeseł- Wyłącz interkom w tym pomieszczeniu.
- Tak jest, Shepard.
Sięgnęłam po bladoróżową butelkę, nalewając sobie jej zawartości do szklanki.
Czy naprawdę nie mogłam nic na to poradzić? Czy wtedy, na Virmir, nie mogłam jakoś odesłać chociażby Liary, aby spróbowała ocalić Ashley? A na Tuchance- czy nie było innego sposobu na rozprowadzenie leku na genofagium? Może po prostu go nie dostrzegłam, bo przecież uciekały cenne sekundy. Może gdybym powstrzymała Mordina…

„Kocham Cię. Bądź tego pewna, nawet jeśli wszystko inne pogrąży się w falach przypływu. Poprzez łaskę jaką obdarzyła mnie bogini Arashu, powierzam Cię jej boskiej opiece, mój wojenny aniele, moja Siho, byś szczęśliwie wypełniła swoje przeznaczenie. By rozjaśniła Ci drogę w nadciągającej ciemności. By zesłała Ci nadzieję, gdy wszystko będzie wydawało się stracone.”

*
- Thane!
Dopadłam przyjaciela, zapominając o pogoni za uciekającym  agentem Cerberusa. Przytknęłam prawą rękę do obficie krwawiącej rany, aktywując swój omni-klucz.
- Bailey! Thane jest ranny! Przesyłam współrzędne, natychmiast przyślij pomoc!- słyszałam jak głos mi drży, jak przestaję nad wszystkim panować. Chciałam spróbować zatamować krwawienie medi-żelem, ale Thane chwycił moją dłoń i zmusił, żebym na niego spojrzała.
- Siha, to nic…- w jego czarnych oczach zobaczyłam własne, przerażone odbicie- Musisz go powstrzymać.
- Ale ty…
- Eamy…
Od lat nikt nie zwracał się do mnie w ten sposób. Tylko w jednych ustach moje imię brzmiało jak najcenniejsza tajemnica, za którą warto ginąć. W imię której można zabijać. Jak najcenniejszy sercu sekret, którego nie wyjawia się nawet na łożu śmierci.

*

   Otworzyłam oczy, chcąc odgonić od siebie tamte obrazy.
Przytknęłam szklankę do ust, smakując dziwnego alkoholu. Sam był zdecydowanie słodszy, o jakimś tajemniczym, owocowym posmaku.  Jak na mój gust czegoś w nim brakowało, ale to nie miało teraz znaczenia. Ważne było to, że przy odpowiedniej dawce powinno pozwolić mi choć na chwilę przestać myśleć. Wspominać…

„Będę na Ciebie czekać na drugim brzegu morza.”

   Usłyszałam, jak drzwi otwierają się. Nie sprawdziłam jednak, kto wszedł, tylko sięgnęłam po butelkę mętnego alkoholu, uzupełniając nim pustą szklankę. Potem pociągnęłam z niej zdrowo rozumiejąc, który trunek wywoływał ów palące uczucie.
- Shepard?
Nie zdziwiłam się, że Kaidan chce ze mną porozmawiać. Niewiele sobie wyjaśniliśmy, gdy zgodziłam się na jego ponowne dołączenie do załogi. Chciałam rozwiać wszystkie wątpliwości między nami, ale to nie był dobry moment.
- Majorze, nie teraz.
Jego cień, który zobaczyłam na blacie uzmysłowił mi, że podszedł bliżej.
- Chciałem porozmawiać.
Mówił miękko i cicho. Jakby bał się mojej reakcji i sprawdzał, na ile może sobie pozwolić.
- Powiedziałam ci, nie teraz.
Odwróciłam się w jego stronę.  Miałam nadzieję, że zrozumie i zostawi mnie samą, żebym dalej mogła się upijać. Dopiero zaczynałam czuć skutki mieszanki, którą zażyłam i wiedziałam, że to nadal za mało. Lekki szum w uszach i ledwo wyczuwalne zawroty głowy nie były tym, czego chciałam. Nie mogły przynieść ukojenia i zapomnienia. Dać choćby chwilowej wolności od odpowiedzialności za własne życie. I za życie tych, których już nie było. Te istnienia, których nie udało mi się ocalić przed najgorszym…
   Nie odezwał się, choć nie wyglądało też na to, żeby miał odejść. Obserwował mnie, a w jego oczach widziałam współczucie.
Odwróciłam się więc, znowu sięgając po szklankę. Alkohol był cierpki i to chyba stąd brało się ów piekące uczucie. Chciałam uzupełnić szklankę, ale gdy sięgnęłam po butelkę ubiegł mnie Kaidan, odsuwając ją. Posłałam mu poirytowane spojrzenie.
- Nie wtrącaj się.
Pokręcił głową i pochylił się nad blatem, aby własnym barkiem uniemożliwić mi sięgniecie po butelkę.
- Chcesz się upić? Shepard, przecież to do ciebie niepodobne.
Parsknęłam ironicznie, choć wcale nie było mi do śmiechu.
- Skąd możesz wiedzieć, co, Alenko?- dziwnie było zwracać się do niego w ten sposób, ale nie miałam zamiaru skracać dzielącego nas dystansu, który wyznaczył dawno temu- Skąd wiesz, jaka jestem a jaka nie, skoro nie było cię na Normandii, gdy ta należała do Cerberusa?
Nie udało mu się zamaskować grymasu niezadowolenia, gdy wytknęłam mu tamto odwrócenie się od nas. Ode mnie. Tamtą oznakę tchórzostwa.
- Skoro nie mogłeś przekonać się, czy nadal jestem tym samym żołnierzem, to skąd możesz wiedzieć?- brnęłam dalej czując, jak alkohol zwalnia hamulce, utrzymujące całą moją gorycz w ryzach- Czy to ja, Komandor Shepard? Ta sama, która pokonała Sarena  i Suwerena, choć Rada rzucała jej kłody pod nogi?
Odwrócił głowę w bok, najwidoczniej nie mogąc znieść mojego twardego spojrzenia.
- Czy ta kobieta, która oddała życie za was, za ciebie, naprawdę powróciła?
Zamknął oczy, zaciskając je tak mocno, że widziałam każdą ze zmarszczek, jaka utworzyła się w kącikach tego oka, które zwrócone było w moją stronę. Najwidoczniej chciał odepchnąć od siebie te wszystkie zarzuty, którym pozwalałam w końcu opuścić własne usta. Które tyle czasu zatruwały mój umysł, niby zepchnięte gdzieś w kąt świadomości, a jednak cały czas sprawiające ból.
Nie wiedziałam, skąd bierze się uczucie satysfakcji, które zaczęło mnie ogarniać na widok jego cierpienia. Wiedząc jednak, że cały rezon, z jakim dotąd Kaidan się do mnie odnosił niknie, brnęłam dalej, jednocześnie sięgając po butelkę, którą ode mnie odsunął.
- Skoro nie wiesz, jaka jestem to nie mów mi, co mam robić, majorze.
W panującej ciszy dźwięk przelewanego do szklanki alkoholu aż huczał. Wiedziałam, że gdy tylko znajdę się sam na sam ze swoimi myślami zacznę odczuwać wyrzuty sumienia, ale nie chciałam na razie o tym myśleć. Powolna utrata kontroli nad sobą mogła przynieść chwilowe oczyszczenie. I choć na chwilę pozwolić mi zapomnieć o tym, że Thane oddał życie za mnie. Bo stał przy moim boku i za wszelką cenę mnie chronił. Choć to samo obiecał mi kiedyś właśnie Kadian.
   Dopiłam alkohol czując, że mam dość. Wiedząc, że niebawem stracę panowanie nad sobą, a wtedy powinnam być sama, wstałam. Mężczyzna spojrzał na mnie znowu. Nasz wzrok spotkał się i widziałam w jego oczach ból tego, co przeszedł i tego, co przeżywał teraz. Ale ja musiałam zadać mu jeszcze jeden cios.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie- poprosiłam- Czy naprawdę wierzyłeś w to, co powiedziałeś na Horyzoncie?
Jego uniesione w zaskoczeniu brwi kazały mi doprecyzować pytanie. To była  moja szansa na zrezygnowanie, wycofanie się. Nie wykorzystałam jej.
- Wierzyłeś w to, że zdradziłam ideały Przymierza i oddałam się Cerberusowi?
Dokładnie zacytowałam jego słowa z tamtego dnia.
Drgniecie mięśni, lekko rozchylone w niedowierzeniu usta. A potem zaciśnięte ze złości pięści kłócące się z przepraszającym wzrokiem. I cisza. Nieprzerwana cisza.
Poczułam łzy, gromadzące się w kącikach oczu. Wszystkie emocje, z którymi próbowałam sobie poradzić, w końcu miały znaleźć ujście.
- Chyba znam odpowiedź- powiedziałam cicho.
- Shepard…
   Niemal wybiegłam z pomieszczenia. W drodze do kajuty ocierałam pierwsze łzy które, nieposkromione, przecierały szlak na moich policzkach.
Początkiem mojego końca był przydział na pierwszą Normandię. Od tamtego czasu, choć tyle zyskałam, straciłam równie dużo. Szacunek moich przyjaciół, wojskowy awans, status Widma, okrzyknięcie bohaterką, miłość. Wszystko okupione łzami straty, odtrącenia i widmem śmierci, która tylko czekała, aby ponownie pochwycić mnie w swoje ramiona. A skoro nie udawało jej się sięgnąć po moją duszę, zabierała moich przyjaciół.
   Nie mogłam opanować ciężkich łez, które zamazywały obraz, gdy w swojej kajucie sięgałam do pudełka z nieśmiertelnikami. Słyszałam własny, urywany oddech, gdy płuca chciały poradzić sobie z histeryczną próbą zapanowania nad sobą. Problemem stało się opanowanie drżenia rąk, którymi próbowałam odnaleźć stare nieśmiertelniki Thane’a, które nosił podczas naszej wspólnej misji.

„Wszechświat jest mrocznym miejscem. Przed śmiercią chcę go rozjaśnić.”

W półmroku panującym w pomieszczeniu miałam problem z rozczytaniem słów na blaszkach, dlatego poddając się fali bezsilności i irytacji po prostu wywróciłam szkatułkę do góry dnem. Wszystkie zgromadzone w niej nieśmiertelniki zabrzęczały, spotykając się z blatem. Pochyliłam się, szukając tej konkretnej pary…

„Muszę wyznać, że stałaś się dla mnie bardzo ważna.”

   Z każdą srebrną łzą, która znaczyła ścieżkę na moim policzku, rozpacz którą czułam, zyskiwała na sile. Opętała moje ciało, komórka po komórce przejmując kontrolę nad wspomnieniami, które zalewały mój umysł.
Widziałam uśmiechniętą Ashley, puszczającą do mnie oko, oddalając się za salarianami. “Widzimy się później, Komandorze”.
Widziałam Andersona, który stał na tym kawałku zniszczonego lądowiska i z niemal opróżnionym już magazynkiem przywracał mnie do służby. „Nie lecę z wami. Widziałaś tych ludzi. Takich jak oni są miliony. Potrzebują przywódcy”.
Widziałam Mordina w drzwiach windy, która wyniosła go do śmierci. Słyszałam jak mówi: „To muszę być ja. Szkoda, że nie zrobię tych badań na muszelkach”.
Widziałam Thane’a, który walcząc z Kai Lengiem dawał z siebie wszystko, ale przez chorobę jego ciało nie było już tak sprawne. Słyszałam dźwięk rozdzieranego ubrania i krwi kąpiącej na posadzkę. Widziałam jak spojrzał na mnie i miękko wyszeptał moje imię...
   Zobaczyłam je w końcu. Światło zagrało na ciemnych literach THANE KRIOS, jakby szydząc z tego, że wcześniej ich nie dostrzegłam. Gdy sięgnęłam po nieśmiertelniki dotarło do mnie, że to naprawdę jest koniec. Że jedna z najważniejszych osób w moim życiu odeszła, zamykając oczy już na wieczność.  Śmierć drella była nieodwracalną stratą, którą poniosłam na swojej ścieżce. Nigdy więcej nie dostanę od niego widomości, nie odwiedzę go w szpitalu. Nigdy więcej nie usłyszę miękkiego, głębokiego tembru jego głosu, gdy nazywa mnie Sihą…
   Czując, jak uginają się pode mną kolana, wolną rękę wyciągnęłam przed siebie, w nieudanej próbie oparcia się na krześle. Osunęłam się na podłogę, boleśnie obijając biodro, ale to nie miało znaczenia. Pozwoliłam rozpaczy przejąć nad sobą kontrolę, przyciskając dwa niewielkie kawałki metalu do piersi.
Wybory V
Dopóki mam flow, to wrzucam.


Poprzednia część: eamycross.deviantart.com/art/W…


Większosć świata i postaci należy do BioWare.
Loading...
(...)
"Są takie noce
od innych ciemniejsze,
kiedy się wolno rozpłakać,
wolno powtarzać słowa najświętsze,
mówić o wróżbach i znakach"
(...)

deviantID

EamyCross's Profile Picture
EamyCross
Beata- or Beciak.
Artist | Hobbyist | Photography
Poland
Niepoprawna marzycielka, twardo stąpająca po ziemi. Egoistyczna egocentryczka, otwarta na potrzeby innych. Rasowa moralistka, dla której dobra materialne mają najmniejszą wartość. Wycięta z kontekstu własnego życia. Do mnie trzeba przywyknąć, ale ludziom zwykle brakuje cierpliwości.
Interests

AdCast - Ads from the Community

×

Comments


Add a Comment:
 
:iconkiara2909:
Kiara2909 Featured By Owner Feb 12, 2016  Hobbyist Traditional Artist
A właśnie, dzięki za favy! :heart: hug 
Reply
:iconeamycross:
EamyCross Featured By Owner Feb 13, 2016  Hobbyist Photographer
Niezamaco <3
Reply
:iconkiara2909:
Kiara2909 Featured By Owner Feb 16, 2016  Hobbyist Traditional Artist
Neko Emoji-42 - (Kawaii Admiring) [V3] 
Reply
:iconkiara2909:
Kiara2909 Featured By Owner Feb 8, 2016  Hobbyist Traditional Artist
Kochana, czy Ty ruszysz w końcu tyłek i coś napiszesz???? Chcę, domagam się, pragnę! :D
Reply
:iconeamycross:
EamyCross Featured By Owner Feb 12, 2016  Hobbyist Photographer
Przyganiał kocioł garnkowi :P
Mam VIPka, ale chcę go dopieścić...
Reply
:iconkiara2909:
Kiara2909 Featured By Owner Feb 12, 2016  Hobbyist Traditional Artist
Touche! :P
Też mam WIPka, prawie gotowy, ale jeszcze końcówka... Czekam na Wena. :)
Ale za rto rysunki wrzucam, więc jest jakaś aktywność! ^^
Reply
:iconeamycross:
EamyCross Featured By Owner Feb 12, 2016  Hobbyist Photographer
Widziałam właśnie!
Mnie pochłonęła szara rzeczywistość i cholerny kredyt... więc wen zniknął z pola widzenia... :(
Reply
(1 Reply)
:iconvinghen:
Vinghen Featured By Owner Mar 16, 2014   Traditional Artist
Jeso, a ja nawet za watcha nie podziękowałam! :O Mea culpa, mea culpa wielka! :bow: :glomp: 
Reply
:iconeamycross:
EamyCross Featured By Owner Mar 16, 2014  Hobbyist Photographer
Ależ niezamaco! :D
Reply
:iconvinghen:
Vinghen Featured By Owner Mar 16, 2014   Traditional Artist
:glomp: :D :D
Reply
Add a Comment: